aktualnosci

Wspomnienie – Wiktor Dzieruk

- Historia naszego mieszkańca Wiktora Dzieruka  widziana oczami córki Pani Bożeny Dzieruk z Pomlewa –

Wiktor DZIERUK -  urodzony 20.09.1920r. na Kresach w miejscowości Łuksze pow. Brasław, woj. Wileńskie (obecnie Białoruś). Większość mieszkańców Brasławskiego stanowili Polacy. Tak samo było w rodzinnej wsi Łuksze, która była położona wprost nad jeziorem Smudy. Ojciec Wiktora – Dominik zajmował się rolą, ale również pracował jako stolarz. Robił meble i instrumenty muzyczne jak skrzypce, mandoliny i bałałajki. Matka Genowefa pracowała w szkole. Mieszkali w budynku, który sami wybudowali i który jednocześnie stanowił miejscową placówkę edukacyjną. W tym czasie na mapie Europy pojawiło się nowe państwo o nazwie Łotwa. Polsko-łotewska granica podzieliła także naszą rodzinę. Siostra ojca mieszkała kilkanaście kilometrów dalej, ale to już był teren łotewskiego państwa. Najbliżej msc. Łuksze położonym kościołem była świątynia w Plusach, znajdująca się kilkanaście metrów od słupów granicznych. Podczas polskich świąt państwowych i kościelnych zjeżdżała się tam cała okolica na powozach i byczkach. Zanim powstała Polska wujkowie ojca służyli jeszcze w rosyjskiej armii. Wiktor jako młody chłopak pomagał ojcu w pracach na roli i w stolarce. Grał na skrzypcach na wiejskich zabawach i weselach. Przed wojną rozpoczął naukę w szybowcowej szkole lotniczej w Brasławiu. Organizowano tam też kursy szybowcowe. Szkołą kierował Wileński Oddział Ligi Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej. Dysponowała ona kilkoma szybowcami szkoleniowymi typu „Wrona”, „Salamandra” i „Komar”. Do bezpiecznych lądowań znakomicie służyły twarde pale w pobliżu jeziora, a do startów wykorzystywano położoną naprzeciw Górę Piaskową. Młodemu Wiktorowi udało się wykonać kilka lotów, ale dalszą naukę pilotażu przerwał wybuch wojny i marzenia trzeba było odłożyć. Okupację udało się przetrwać miedzy innymi dzięki profesji ojca. Musiał dla Niemców robić beczki z drzewa, w których kisili kapustę i wysyłali na front wschodni. „Za niemca” żyło się w ciągłym strachu. Wraz z wkroczeniem Armii Czerwonej skończyła się na Brasławczyźnie nasza ojczyzna, nasza wolna Polska. Nowa władza szybko wcieliła w życie nowe zasady. Wraz z nimi zaczęły powstawać kołchozy. Ciężkie to były czasy. Jak nie Niemiec gnębił Polaków, to potem władza radziecka. Dla dorosłego już Wiktora dużym zagrożeniem było zaciągnięcie do radzieckiego wojska, ale na szczęście udało się tego uniknąć. Zaciągnął się do powstającej polskiej armii i wraz z nią poszedł na front, a w 1945r. dostał się na tereny pomorza. Jego rodzicóm udało się szczęśliwie (można powiedzieć) uciec z Brasławia i również dotarli do syna, bo dalszy ich pobyt w ZSRR mógłby skończyć się zsyłką na Syberię, co spotkało rodzinę ze strony matki. Wyjeżdżając zostawili tam swój dom i swój cały dobytek. Wzięli ze sobą obraz Czarnej Madonny, kupiony w Brasławiu, który jak matka Wiktora zawsze mówiła – uratowała im życie, gdy wracali do domu - 5 km przez jezioro Smudy - przez uginający się lód.

Po wojnie Wiktor osiedlił się na Pomorzu. W marcu 1946r. otrzymał z UNRRY konia, który służył mu na początku w pracach polowych. Był najważniejszy w gospodarstwie i bardzo o niego dbano. W wieku 32 lat założył rodzinę. Dzięki Bogu z biegiem lat dorobił się ciągnika i maszyn rolniczych. Całe życie poświęcił pracy na gospodarstwie i dla swojej rodziny. W międzyczasie zajmował się również stolarką.

Tata był bardzo dobrym ojcem i dziadkiem. Zawsze o nas dbał. Na pamiątkę dzieciom i wnukom zrobił ramy do obrazów i mandoliny. Miał bardzo dobry kontakt z nami, a szczególnie z wnuczką Moniką, którą zaraził swoim patriotyzmem do ojczyzny. Lubił dużo opowiadać o swoich stronach, o czasach, które tam przeżył (a było tam bardzo ciężko i niebezpiecznie). Tata odszedł od nas 6 stycznia 2018r. Pożegnaliśmy go na cmentarzu w Przywidzu w obecności Księdza Proboszcza Czesława Hybla, Wójta Gminy Przywidz Marka Zimakowskiego, całej naszej rodziny, przyjaciół i znajomych. Pożegnała go również asysta żołnierzy z 49-tej Brygady Śmigłowców Bojowych w Pruszczu-Gdańskim, którą w bardzo krótkim czasie, dzięki staraniom i zaangażowaniu naszego Wójta udało się zorganizować. Za co bardzo dziękujemy. Można powiedzieć, że ziściło się chociaż w jakimś stopniu Taty życzenie, bo jego marzeniem było zostać lotnikiem.

Tekst i zdjęcia: Bożena Dzieruk we współpracy ze Stowarzyszeniem „TRAUGUTT” z Pruszcza Gdańskiego